wtorek, 15 grudnia 2015

– W niedalekiej przyszłości wojna się skończy, a wtedy trzeba będzie wybrać nowego przywódcę – zauważa Boggs.
Przewracam oczami.
– Panie Boggs, nikt chyba nie sądzi, że to ja mogłabym zająć jej miejsce! – prycham.
– Fakt, nikt – przyznaje. – Kogoś jednak poprzesz. Czy będzie to prezydent Coin, czy też ktoś inny?
– Nie wiem. Nie zastanawiałam się nad tym.
– Skoro nie odpowiadasz bez wahania, że poprzesz Coin, stanowisz zagrożenie. Jesteś twarzą rebelii, Katniss. Być może masz większy wpływ na bieg zdarzeń niż jakakolwiek inna osoba – podkreśla Boggs. – Tymczasem zaledwie tolerujesz Coin.
– Więc mnie zabije, żebym się przymknęła. – Gdy tylko wypowiedziałam te słowa, od razu do mnie dotarło, że to prawda.
– Już cię nie potrzebuje jako czynnika konsolidacyjnego. Sama oświadczyła, że podstawowy cel, czyli zjednoczenie dystryktów, został osiągnięty – przypomina mi. – Propagity, które teraz powstają, mogłyby równie dobrze być kręcone bez ciebie. Już tylko w jeden sposób mogłabyś dodać ognia rebelii.
– Umierając – dopowiadam cicho.
– Tak, stałabyś się męczennicą, za którą warto ginąć. Nie dojdzie jednak do tego, dopóki to ja za ciebie odpowiadam, żołnierzu Everdeen. Zakładam, że długo pożyjesz.
– Dlaczego? – Takie myślenie musi go wpędzić w tarapaty. – Nie jest mi pan nic winien.
– Ponieważ sobie zasłużyłaś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz