– Och, przez jakiś czas miasto sobie poradzi – twierdzi Plutarch. – Z pewnością są tam wystarczające zapasy na sytuacje awaryjne. Trzynastkę i Kapitol dzieli jednak zasadnicza różnica: oczekiwania mieszkańców. Ludzie w Trzynastce są przyzwyczajeni do niedogodności, a w Kapitolu hołduje się zasadzie panem et circenses.
– Co to znaczy? – rzecz jasna, rozpoznaję słowo Panem, ale reszty nie rozumiem ani w ząb.
– to reguła sprzed tysięcy lat, spisana w języku zwanym łaciną. Dotyczy miasta Rzymu- objaśnia. – Panem et circenses oznacza „chleba i igrzysk”. Autor, który to zapisał, uważał, że w zamian za pełne brzuchy i rozrywkę jego naród zrezygnował z politycznej odpowiedzialności i tym samym władzy.
Rozmyślam o Kapitolu, tamtejszym nadmiarze żywności i arcyrozrywce, czyli Głodowych Igrzyskach.
– Więc właśnie po to istnieją dystrykty – domyślam się. – Żeby zapewniać chleb i igrzyska.
– Tak jest. Dopóki było jedno i drugie, dopóty Kapitol mógł kontrolować swoje małe imperium. Teraz nie ma szans, aby zaspokoić oczekiwania ludzi, a już na pewno nie na takim poziomie, do jakiego przywykli – mówi Plutarch.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz