Hej! Chciałam Wam wszystkim podziękować z całego serca za wspólną współpracę, wspieranie mnie itd. Jesteście wspaniali!
Jest nowy rok i chciałam Wam życzyć z tego powodu zacnych celów i spełniania ich! Ja niestety muszę się z Wami pożegnać, ponieważ nie będę dalej prowadziła tego bloga, jednakże nie usuwam go. Dalej możecie wchodzić tu po informacje, wspominanie fragmentów i cytatów z książki, śpiewania The Hanging Tree, oglądania memów z IŚ, gifów czy ciekawych obrazków.
Czas prowadzenia bloga: 22.07.2015 - 02.01.2016
Jeżeli chcesz mnie jeszcze gdzieś kiedyś zobaczyć zapraszam!
Mój kanał na YouTube: https://www.youtube.com/user/PolskieDvxd2002
Instagram mojego kota: https://www.instagram.com/mruczunio/
Skype: rainbownuta
(Z czasem to uzupełnię, ponieważ na pewno pojawi się tego więcej! :) )
Pozdrawiam,
LoveLovciak.
♥ ! Igrzyska Śmierci ! ♥
Wszystkich fanów Igrzysk Śmierci zapraszam tutaj! Razem tworzymy tego bloga! Nie czytałeś/aś lub nie oglądałeś/aś nigdy Igrzysk Śmierci? Chcesz dowiedzieć się na ten temat czegoś więcej? Zapraszam! Trylogia składa się z części: ,,Igrzyska Śmierci" , ,,W Pierścieniu Ognia" oraz ,,Kosogłos".
sobota, 2 stycznia 2016
piątek, 1 stycznia 2016
Suzanne Collins
Suzanne Collins swoją pisarską karierę rozpoczęła w 1991 roku jako twórczyni telewizyjnych programów dla dzieci.
Amerykańska autorka bestsellerowej powieści, będącej pierwszą częścią trylogii o mieszkańcach futurystycznego państwa Panem, zanim stworzyła Igrzyska śmierci, napisała kilka bajek i opowiadań, a w końcu zasłynęła pięcioczęściowym cyklem kronik o podziemnym świecie i Gregorze - chłopcu, który odkrywa nieznane nikomu obszary.
I ten cykl, pt. ,,Underland Chronicles", i Igrzyska śmierci przez wiele tygodni utrzymywały się na liście bestsellerów ,,The New York Times", zyskując fantastyczne recenzje zarówno krytyków, jak i czytelników.
Suzanne Colins mieszka w Connecticut z rodziną i trzema dzikimi kotami.
Amerykańska autorka bestsellerowej powieści, będącej pierwszą częścią trylogii o mieszkańcach futurystycznego państwa Panem, zanim stworzyła Igrzyska śmierci, napisała kilka bajek i opowiadań, a w końcu zasłynęła pięcioczęściowym cyklem kronik o podziemnym świecie i Gregorze - chłopcu, który odkrywa nieznane nikomu obszary.
I ten cykl, pt. ,,Underland Chronicles", i Igrzyska śmierci przez wiele tygodni utrzymywały się na liście bestsellerów ,,The New York Times", zyskując fantastyczne recenzje zarówno krytyków, jak i czytelników.
Suzanne Colins mieszka w Connecticut z rodziną i trzema dzikimi kotami.
czwartek, 31 grudnia 2015
Komentarze do ,,Kosogłosa"
Suzanne Collins w tym podsumowującym tomie trylogii dokonała nie lada wyczynu - ostatnia część okazała się najlepsza. To piękna, złożona i inteligentna powieść, która na każdym poziomie jest autorskim sukcesem. ~,,Publishers Weekly"
Kosogłos jest bardziej sentymentalny niż poprzednie dwa tomy trylogii, ale też bardziej brutalny i krwawy i, zważywszy na czyny i doświadczenia bohaterów, jest bardziej antywojenny. Nie tak bardzo jednak, żeby odwrócić uwagę czytelnika od zakończenia, które jest niemal tak szokujące, a w każdym calu tak oryginalne i prowokujące do myślenia jak Igrzyska śmierci. ~,,Los Angeles Times"
Jest w tych książkach ostra satyra na kulturę celebrytów, bezmyślnych tabloidów i dekadentyzmu, jest i krucjata nastolatków próbujących ocalić świat. Jednocześnie trylogia opiera się naszemu głodowi prostych definicji dobra i zła, naszej sentymentalnej tęsknocie do spraw wartych zachodu, naszemu pożądaniu prostych zakończeń, a nawet bohaterów, których nie chcielibyśmy widzieć zabitych, torturowanych i poturbowanych. ~,,The New York Times"
Zwolennicy trylogii z zadowoleniem odkryją, że Kosogłos jest tak złożony i fantastyczny jak Igrzyska śmierci i W pierścieniu ognia. Collins przeniosła brutalność na wyższy poziom w trzymającej w napięciu fabule, gdzie Katniss próbuje wypełnić swoją misję, ochronić matkę i siostrę i wreszcie wybrać między dwiema wielkimi miłościami. ~,,Entertainment Weekly"
Kosogłos jest bardziej sentymentalny niż poprzednie dwa tomy trylogii, ale też bardziej brutalny i krwawy i, zważywszy na czyny i doświadczenia bohaterów, jest bardziej antywojenny. Nie tak bardzo jednak, żeby odwrócić uwagę czytelnika od zakończenia, które jest niemal tak szokujące, a w każdym calu tak oryginalne i prowokujące do myślenia jak Igrzyska śmierci. ~,,Los Angeles Times"
Jest w tych książkach ostra satyra na kulturę celebrytów, bezmyślnych tabloidów i dekadentyzmu, jest i krucjata nastolatków próbujących ocalić świat. Jednocześnie trylogia opiera się naszemu głodowi prostych definicji dobra i zła, naszej sentymentalnej tęsknocie do spraw wartych zachodu, naszemu pożądaniu prostych zakończeń, a nawet bohaterów, których nie chcielibyśmy widzieć zabitych, torturowanych i poturbowanych. ~,,The New York Times"
Zwolennicy trylogii z zadowoleniem odkryją, że Kosogłos jest tak złożony i fantastyczny jak Igrzyska śmierci i W pierścieniu ognia. Collins przeniosła brutalność na wyższy poziom w trzymającej w napięciu fabule, gdzie Katniss próbuje wypełnić swoją misję, ochronić matkę i siostrę i wreszcie wybrać między dwiema wielkimi miłościami. ~,,Entertainment Weekly"
środa, 30 grudnia 2015
Opis ,,Kosogłosa"
Nazywam się Katniss Everdeen. Dlaczego nie zginęłam? Powinnam nie żyć.
Katniss Everdeen, dziewczyna, która igra z ogniem, przeżyła Ćwierćwiecze Poskromienia, ale jej dom został w odwecie zniszczony przez Kapitol. Teraz mieszka wraz z matką i siostrą w Trzynastce - legendarnym podziemnym dystrykcie, który wbrew kłamliwej propagandzie przetrwał, a co więcej, szykuje się do rozprawy z dyktatorką władzą.
Katniss, mimo początkowej niechęci, wykończona psychicznie i fizycznie ciężkimi przeżyciami na arenie, zgadza się zostać Kosogłosem - symbolem oporu przeciw kapitolińskiemu tyranowi. Zadanie to jednak nie będzie łatwe, bo dziewczynie przyjdzie się mierzyć nie tylko z żołnierzami znienawidzonego prezydenta Snowa, ale także z własnymi dylematami moralnymi. Czy podczas wojny jest miejsce na uczucia, takie jak miłość lub współczucie? Gdzie leży granica między własnym dobrem a poświęceniem się dla innych? Wreszcie - czy wojna może naprawdę usprawiedliwić nawet najbardziej okrutne postępowanie wobec ludzi?
Kosogłos to kontynuacja bestsellerowych Igrzysk śmierci oraz W pierścieniu ognia - znakomitych powieści Suzanne Collins o totalitarnym państwie Panem i jego mieszkańcach, którzy wzniecili bunt, by obalić rządy złowrogiego Kapitolu.
Katniss Everdeen, dziewczyna, która igra z ogniem, przeżyła Ćwierćwiecze Poskromienia, ale jej dom został w odwecie zniszczony przez Kapitol. Teraz mieszka wraz z matką i siostrą w Trzynastce - legendarnym podziemnym dystrykcie, który wbrew kłamliwej propagandzie przetrwał, a co więcej, szykuje się do rozprawy z dyktatorką władzą.
Katniss, mimo początkowej niechęci, wykończona psychicznie i fizycznie ciężkimi przeżyciami na arenie, zgadza się zostać Kosogłosem - symbolem oporu przeciw kapitolińskiemu tyranowi. Zadanie to jednak nie będzie łatwe, bo dziewczynie przyjdzie się mierzyć nie tylko z żołnierzami znienawidzonego prezydenta Snowa, ale także z własnymi dylematami moralnymi. Czy podczas wojny jest miejsce na uczucia, takie jak miłość lub współczucie? Gdzie leży granica między własnym dobrem a poświęceniem się dla innych? Wreszcie - czy wojna może naprawdę usprawiedliwić nawet najbardziej okrutne postępowanie wobec ludzi?
Kosogłos to kontynuacja bestsellerowych Igrzysk śmierci oraz W pierścieniu ognia - znakomitych powieści Suzanne Collins o totalitarnym państwie Panem i jego mieszkańcach, którzy wzniecili bunt, by obalić rządy złowrogiego Kapitolu.
wtorek, 29 grudnia 2015
Komentarze do ,,W pierścieniu ognia"
Nie mogłem się oderwać... Ta książka uzależnia. ~Stephen King
Fragmenty recenzji drukowane na rewersie okładki bywają bałamutne i bezwstydnie pochlebne, ale tym razem okazały się zasłużenie entuzjastyczne.
W istocie Igrzyska śmierci Suzanne Collins to książka-pułapka. Nie zaczynajcie jej czytać na pół godziny przed ważnym spotkaniem ani do poduszki, bo zafundujecie sobie kłopoty i bezsenną noc. ~Joanna Olech
poniedziałek, 28 grudnia 2015
Opis ,,W Pierścieniu Ognia"
Katniss Everdeen i Peeta Mellark zostali zwycięzcami Głodowych Igrzysk. Wygrali, przeciwstawiając się Kapitolowi i okrutnym regułom śmiertelnej gry. Ocalili życie, zyskali sławę i bogactwo, jednocześnie stając się - ku swojemu przerażeniu - symbolem buntu, którego zarzewie tli się w dystryktach.
Kapitol pragnie zemsty. Prezydent Snow nie znosi nieposłuszeństwa. Jubileuszowe, 75. Głodowe Igrzyska przejdą do historii.
Plotki o tajnym Trzynastym Dystrykcie, wydarzenia z Tournee Zwycięzców i przekazywane z rąk do rąk symbole kosogłosa wzniecą rebelię, w której Katniss i Peeta odegrają - po części nieświadomie - najważniejszą rolę.
niedziela, 27 grudnia 2015
Komentarze do ,,Igrzysk Śmierci"
Nie mogłem się oderwać... Ta książka uzależnia. ~Stephen King
Ta książka mnie tak opętała, że zabrałam ją ze sobą do restauracji, ukryłam pod stołem i czytałam podczas kolacji. Nie spałam przez nią kilka nocy z rzędu, bo nawet jak skończyłam czytać, to leżałam bezsennie, myśląc o niej. Polecałam ją zupełnie nieznajomym ludziom w sklepie. A teraz polecam ją każdemu, kto wchodzi na moją stronę. Igrzyska śmierci są niesamowite. ~Stephenie Meyer
Jeśli którykolwiek cykl dla młodzieży może się ubiegać o koronę po ,,Harrym Potterze" czy sadze o wampirach ,,Zmierzch" to tylko ten. ~,,Chicago Sun"
...fascynująca i pomysłowa; ciarki przechodzą po plecach ~,,Los Angeles Times"
Ta książka mnie tak opętała, że zabrałam ją ze sobą do restauracji, ukryłam pod stołem i czytałam podczas kolacji. Nie spałam przez nią kilka nocy z rzędu, bo nawet jak skończyłam czytać, to leżałam bezsennie, myśląc o niej. Polecałam ją zupełnie nieznajomym ludziom w sklepie. A teraz polecam ją każdemu, kto wchodzi na moją stronę. Igrzyska śmierci są niesamowite. ~Stephenie Meyer
Jeśli którykolwiek cykl dla młodzieży może się ubiegać o koronę po ,,Harrym Potterze" czy sadze o wampirach ,,Zmierzch" to tylko ten. ~,,Chicago Sun"
...fascynująca i pomysłowa; ciarki przechodzą po plecach ~,,Los Angeles Times"
sobota, 26 grudnia 2015
Opis ,,Igrzysk Śmierci"
Czy zdołałbyś przetrwać w dziczy, zdany na własne siły, gdyby wszyscy dookoła próbowali wykończyć cię za wszelką cenę?
Na ruinach dawnej Ameryki Północnej rozciąga się państwo Panem, z imponującym Kapitolem otoczonym przez dwanaście dystryktów. Okrutne władze stolicy zmuszają podległe sobie rejony do składania upiornej daniny. Raz w roku każdy dystrykt musi dostarczyć chłopca i dziewczynę między dwunastym a osiemnastym rokiem życia, by wzięli udział w Głodowych Igrzyskach, turnieju na śmierć i życie, transmitowanym na żywo przez telewizję.
Bohaterką, a jednocześnie narratorką książki jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą w jednym z najbiedniejszych dystryktów nowego państwa. Katniss po śmierci ojca jest głową rodziny - musi troszczyć się o młodszą siostrę i chorą matkę, a jest to prawdziwa walka o przetrwanie...
Uznana pisarka Suzanne Collins jest mistrzynią w konstruowaniu zaskakujących zwrotów akcji, doskonale łączy refleksję z przygodą i romansem w swojej nowej, świetnej powieści o przyszłości, która niepokojąco przypomina teraźniejszość.
piątek, 25 grudnia 2015
Linki do ,,Kosogłosa"
Filmweb, Kosogłos cz.1 -> http://www.filmweb.pl/film/Igrzyska+%C5%9Bmierci%3A+Kosog%C5%82os.+Cz%C4%99%C5%9B%C4%87+1-2014-626983#
cz. 2 -> http://www.filmweb.pl/film/Igrzyska+%C5%9Bmierci%3A+Kosog%C5%82os.+Cz%C4%99%C5%9B%C4%87+2-2015-629224
Wikipedia -> https://pl.wikipedia.org/wiki/Kosog%C5%82os
Obejrzyj Kosogłosa cz.1 ! -> http://www.cda.pl/video/2309771b
Obejrzyj Kosogłosa cz.2 ! ->
cz. 2 -> http://www.filmweb.pl/film/Igrzyska+%C5%9Bmierci%3A+Kosog%C5%82os.+Cz%C4%99%C5%9B%C4%87+2-2015-629224
Wikipedia -> https://pl.wikipedia.org/wiki/Kosog%C5%82os
Obejrzyj Kosogłosa cz.1 ! -> http://www.cda.pl/video/2309771b
Obejrzyj Kosogłosa cz.2 ! ->
czwartek, 24 grudnia 2015
Epilog
,,Bawią się na Łące. Roztańczone dziewczynka o ciemnych włosach i niebieskich oczach. Chłopiec z jasnymi lokami i szarymi oczami, który ledwie nauczył się chodzić i usiłuje nadążyć za nią na tłustych nóżkach. Trwało to pięć, dziesięć, piętnaście lat, zanim się zgodziłam, ale Peeta tak bardzo ich pragnął. Gdy pierwszy raz poczułam, jak ona rusza się we mnie, wpadłam w przerażenie, stare jak świat. Tylko radość płynąca z tulenia jej w ramionach mogła je załagodzić. Noszenie jego było trochę łatwiejsze, ale nie za bardzo.
Dopiero zaczynają zadawać pytania. Areny zniszczono na dobre, wybudowano pomniki, nie ma już Głodowych Igrzysk, ale uczą o nich w szkołach, a dziewczynka wie, że odegraliśmy w nich jakąś rolę. Chłopiec dowie się za kilka lat. Jak mam im opowiedzieć o tamtym świecie, żeby ich śmiertelnie nie wystraszyć? Moje dzieci uznają przecież za oczywiste słowa piosenki:
Dopiero zaczynają zadawać pytania. Areny zniszczono na dobre, wybudowano pomniki, nie ma już Głodowych Igrzysk, ale uczą o nich w szkołach, a dziewczynka wie, że odegraliśmy w nich jakąś rolę. Chłopiec dowie się za kilka lat. Jak mam im opowiedzieć o tamtym świecie, żeby ich śmiertelnie nie wystraszyć? Moje dzieci uznają przecież za oczywiste słowa piosenki:
W oddali łąki, wejdźże do łóżka
Czeka tam na cię z trawy poduszka.
Skłoń na niej główkę, oczęta zmruż,
Rankiem cię zbudzi słońce, twój stróż.
Tu jest bezpiecznie, ciepło jest tu,
Stokrotki polne zaradzą złu.
Najsłodsza mara tu ziszcza się,
Tutaj jest miejsce, gdzie kocham cię.
Moje dzieci nie wiedzą, że bawią się na cmentarzysku.
Peeta mówi, że będzie dobrze. Mamy siebie, mamy też książkę. Dzięki nam zrozumieją i staną się mężniejsze. Któregoś dnia będę jednak musiała opowiedzieć im o swoich koszmarach. Dlaczego przychodzą, dlaczego nigdy nie znikną na dobre.
Wyjaśnię im, jak udaje mi się przetrwać. Dowiedzą się o kiepskich porankach, kiedy nie potrafię czerpać przyjemności z niczego, bo się boję, że zostanie mi to odebrane. Wtedy sporządzam w myślach listę wszystkich dobrych uczynków, których byłam świadkiem. To taka zabawa, i bawię się w nią, choć po upływie ponad dwudziestu lat staje się trochę nużąca.
Istnieję jednak znacznie gorsze zabawy."
środa, 23 grudnia 2015
,,Powracam do życia powoli, czasem tracąc całe dnie. Usiłuję przestrzegać rad doktora Aureliusa, zmuszać się do mechanicznego wykonywania zwykłych czynności, i zdumiewam się, kiedy w końcu ponownie dostrzegam sens w jednej z nich. Mówię doktorowi, że chciałabym napisać książkę, i następnym pociągiem z Kapitolu dociera do mnie duże pudło papieru pergaminowego.
Pomysł wzięłam z naszego rodzinnego zielnika, w którym uwzględnialiśmy wszystko, czego nie można było powierzyć pamięci. Strona zaczyna się od wizerunku danej osoby, najlepiej fotografii, o ile taką znajdujemy. Jeśli nie, Peeta rysuje odpowiedni szkic albo maluje obraz. Następnie, jak najstaranniejszym charakterem pisma przedstawiam wszystkie szczegóły, które w żadnym razie nie powinny odejść w zapomnienie. Dama liże Prim po policzku. Tata się śmieje. Ojciec Peety z ciastkami. Kolor oczu Finnicka. Co Cinna umiał zrobić ze sztuką jedwabiu. Boggs przeprogramowuje holo. Rue wspina się na palce i lekko rozkłada ręce jak ptak wzbijający się do lotu. I tak dalej. Przypieczętowujemy stronice kroplami słonej wody i obietnicami dobrego życia, żeby ich śmierć nie poszła na marne. Haymitch w końcu do nas dołącza i dorzuca trybutów z dwudziestu trzech lat, czyli wszystkich, którym musiał służyć jako mentor. Dodatki stają się coraz krótsze. Pojawia się stare wspomnienie, które nagle przychodzi komuś do głowy, albo dawna prymulka, zachowana między kartkami. Dziwne okruchy szczęścia, takie jak zdjęcie nowo narodzonego syna Finnicka i Annie.
Na nowo uczymy się, co robić, żeby mieć jakieś zajęcie. Peeta piecze, ja poluję. Haymitch pije tak długo, aż kończy się alkohol, a potem opiekuje się gęsiami aż do przyjazdu następnego pociągu. Na szczęście gęsi całkiem nieźle dają sobie radę bez niczyjej pomocy. Nie jesteśmy sami. Kilkaset innych osób wraca, bo tutaj jest nasz dom, bez względu na to, co się stało. Kopalnie są nieczynne, więc ludzie orzą popiół aż do gleby i uprawiają rolę. Maszyny z Kapitolu szykują grunt pod nową fabrykę, w której będziemy produkować lekarstwa. Choć na Łące nikt niczego nie sieje, ponownie pokrywa się zielenią.
Zrastamy się na nowo, ja i Peeta, choć momentami on chwyta się oparcia krzesła i czeka, aż ustąpią przebłyski wspomnień, a ja niekiedy budzę się z wrzaskiem, bo śnią mi się koszmary ze zmiechami i zaginionymi dziećmi. Ale jego ręce są w pobliżu, gotowe mnie ukoić. W końcu uspokajają mnie także jego usta. Nocą, gdy znowu czuję głód, taki sam jak ten na plaży, wiem, że i tak by do tego doszło. To, czego potrzebuję do przeżycia, to nie ogień Gale`a, podsycany wściekłością i nienawiścią. Mam w sobie wystarczająco dużo żaru. Potrzeba mi wiosennego mniszka, jaskrawożółtego kwiatu, który symbolizuje odrodzenie i nie oznacza zniszczenia. Oczekuję zapowiedzi, że życie będzie toczyć się dalej, bez względu na to, jak poważne ponieśliśmy straty. Chcę wiedzieć, że znowu może być dobrze, a tylko Peeta może mi to ofiarować.
Więc kiedy szepcze:
- Kochasz mnie. Prawda czy fałsz?
Odpowiadam:
- Prawda.
Pomysł wzięłam z naszego rodzinnego zielnika, w którym uwzględnialiśmy wszystko, czego nie można było powierzyć pamięci. Strona zaczyna się od wizerunku danej osoby, najlepiej fotografii, o ile taką znajdujemy. Jeśli nie, Peeta rysuje odpowiedni szkic albo maluje obraz. Następnie, jak najstaranniejszym charakterem pisma przedstawiam wszystkie szczegóły, które w żadnym razie nie powinny odejść w zapomnienie. Dama liże Prim po policzku. Tata się śmieje. Ojciec Peety z ciastkami. Kolor oczu Finnicka. Co Cinna umiał zrobić ze sztuką jedwabiu. Boggs przeprogramowuje holo. Rue wspina się na palce i lekko rozkłada ręce jak ptak wzbijający się do lotu. I tak dalej. Przypieczętowujemy stronice kroplami słonej wody i obietnicami dobrego życia, żeby ich śmierć nie poszła na marne. Haymitch w końcu do nas dołącza i dorzuca trybutów z dwudziestu trzech lat, czyli wszystkich, którym musiał służyć jako mentor. Dodatki stają się coraz krótsze. Pojawia się stare wspomnienie, które nagle przychodzi komuś do głowy, albo dawna prymulka, zachowana między kartkami. Dziwne okruchy szczęścia, takie jak zdjęcie nowo narodzonego syna Finnicka i Annie.
Na nowo uczymy się, co robić, żeby mieć jakieś zajęcie. Peeta piecze, ja poluję. Haymitch pije tak długo, aż kończy się alkohol, a potem opiekuje się gęsiami aż do przyjazdu następnego pociągu. Na szczęście gęsi całkiem nieźle dają sobie radę bez niczyjej pomocy. Nie jesteśmy sami. Kilkaset innych osób wraca, bo tutaj jest nasz dom, bez względu na to, co się stało. Kopalnie są nieczynne, więc ludzie orzą popiół aż do gleby i uprawiają rolę. Maszyny z Kapitolu szykują grunt pod nową fabrykę, w której będziemy produkować lekarstwa. Choć na Łące nikt niczego nie sieje, ponownie pokrywa się zielenią.
Zrastamy się na nowo, ja i Peeta, choć momentami on chwyta się oparcia krzesła i czeka, aż ustąpią przebłyski wspomnień, a ja niekiedy budzę się z wrzaskiem, bo śnią mi się koszmary ze zmiechami i zaginionymi dziećmi. Ale jego ręce są w pobliżu, gotowe mnie ukoić. W końcu uspokajają mnie także jego usta. Nocą, gdy znowu czuję głód, taki sam jak ten na plaży, wiem, że i tak by do tego doszło. To, czego potrzebuję do przeżycia, to nie ogień Gale`a, podsycany wściekłością i nienawiścią. Mam w sobie wystarczająco dużo żaru. Potrzeba mi wiosennego mniszka, jaskrawożółtego kwiatu, który symbolizuje odrodzenie i nie oznacza zniszczenia. Oczekuję zapowiedzi, że życie będzie toczyć się dalej, bez względu na to, jak poważne ponieśliśmy straty. Chcę wiedzieć, że znowu może być dobrze, a tylko Peeta może mi to ofiarować.
Więc kiedy szepcze:
- Kochasz mnie. Prawda czy fałsz?
Odpowiadam:
- Prawda.
wtorek, 22 grudnia 2015
Losy Jaskra
,,Gwałtownie odwracam głowę, gdy słyszę syknięcie, ale dopiero po chwili zaczynam wierzyć w to, że jest żywy. Jak on tu dotarł? Oglądam ślady pazurów jakiegoś dzikiego zwierzęcia na jego ciele, tylną łapę, którą lekko unosi nad ziemią, i wychudzony pysk. Musiał pokonać pieszo całą drogę z Trzynastki. Może go stamtąd wyrzucili, a może po prostu nie mógł tam wytrzymać bez niej, więc ruszył na poszukiwania.
- Szkoda zachodu, nie ma jej tutaj - informuję go. Jaskier znowu syczy. - Naprawdę jej nie ma. Możesz syczeć do woli, i tak nie znajdziesz Prim. - Ożywia się, słysząc jej imię, stawia położone uszy i zaczyna miauczeć z nadzieją. - Wynocha! - Robi unik, żeby nie dostać poduszką, którą w niego ciskam. - Zjeżdżaj! Nie ma tu już nic dla ciebie! - Zaczynam się trząść, wściekam się na niego. - Ona nie wróci! Już nigdy, nigdy nie wróci! - Chwytam następną poduszkę i wstaję, żeby lepiej wycelować, a wtedy znienacka zalewam się łzami. - Nie żyje. - Przyciskam ręce do brzucha, żeby stłumić ból, przykucam na piętach, kołyszę poduszkę i płaczę. - Ona nie żyje, ty durny kocie. Nie żyje.
Wydobywa się ze mnie nowy dźwięk, po części płacz, po części śpiew, i w ten sposób daję wyraz rozpaczy. Także Jaskier zaczyna zawodzić. Nieważne, co robię, i tak nie odchodzi. Krąży wokół mnie, przez cały czas nieco poza zasięgiem moich rak, a mną wstrząsają kolejne fale spazmów, aż wreszcie padam nieprzytomna. Ale on z pewnością rozumie. Na pewno wie, że stało się coś niewyobrażalnego, i żeby przetrwać, trzeba robić to, co dotąd było nie do pomyślenia. Kilka godzin później, kiedy odzyskuję świadomość w łóżku, widzę go w blasku księżyca. Przycupnął obok mnie i patrzy czujnym wzrokiem żółtych oczu, strzegąc mnie przed nocą.
Rankiem siedzi ze stoickim spokojem, kiedy czyszczę jego rany. Gdy jednak wydłubuję cierń z łapy, miauczy jak mały kociak i w końcu oboje znowu płaczemy, ale tym razem pocieszamy się nawzajem. Pokrzepiona, otwieram list od mamy, przekazany mi przez Haymitcha, wystukuję numer i ryczę razem z nią. Ze Śliską Sae przychodzi Peeta, przynosząc bochenek ciepłego chleba. Sae robi nam śniadanie, a ja oddaję swój bekon Jaskrowi."
- Szkoda zachodu, nie ma jej tutaj - informuję go. Jaskier znowu syczy. - Naprawdę jej nie ma. Możesz syczeć do woli, i tak nie znajdziesz Prim. - Ożywia się, słysząc jej imię, stawia położone uszy i zaczyna miauczeć z nadzieją. - Wynocha! - Robi unik, żeby nie dostać poduszką, którą w niego ciskam. - Zjeżdżaj! Nie ma tu już nic dla ciebie! - Zaczynam się trząść, wściekam się na niego. - Ona nie wróci! Już nigdy, nigdy nie wróci! - Chwytam następną poduszkę i wstaję, żeby lepiej wycelować, a wtedy znienacka zalewam się łzami. - Nie żyje. - Przyciskam ręce do brzucha, żeby stłumić ból, przykucam na piętach, kołyszę poduszkę i płaczę. - Ona nie żyje, ty durny kocie. Nie żyje.
Wydobywa się ze mnie nowy dźwięk, po części płacz, po części śpiew, i w ten sposób daję wyraz rozpaczy. Także Jaskier zaczyna zawodzić. Nieważne, co robię, i tak nie odchodzi. Krąży wokół mnie, przez cały czas nieco poza zasięgiem moich rak, a mną wstrząsają kolejne fale spazmów, aż wreszcie padam nieprzytomna. Ale on z pewnością rozumie. Na pewno wie, że stało się coś niewyobrażalnego, i żeby przetrwać, trzeba robić to, co dotąd było nie do pomyślenia. Kilka godzin później, kiedy odzyskuję świadomość w łóżku, widzę go w blasku księżyca. Przycupnął obok mnie i patrzy czujnym wzrokiem żółtych oczu, strzegąc mnie przed nocą.
Rankiem siedzi ze stoickim spokojem, kiedy czyszczę jego rany. Gdy jednak wydłubuję cierń z łapy, miauczy jak mały kociak i w końcu oboje znowu płaczemy, ale tym razem pocieszamy się nawzajem. Pokrzepiona, otwieram list od mamy, przekazany mi przez Haymitcha, wystukuję numer i ryczę razem z nią. Ze Śliską Sae przychodzi Peeta, przynosząc bochenek ciepłego chleba. Sae robi nam śniadanie, a ja oddaję swój bekon Jaskrowi."
poniedziałek, 21 grudnia 2015
niedziela, 20 grudnia 2015
sobota, 19 grudnia 2015
piątek, 18 grudnia 2015
– Ona cię kocha, wiesz? – mówi Peeta. – Wyznała mi to, kiedy cię wychłostali.
– Nie wierz w to – odpowiada Gale. – Lepiej przypomnij sobie, jak cię pocałowała na Ćwierćwieczu Poskromienia. Mnie nigdy tak nie całowała.
– To było tylko na potrzeby widowiska – bagatelizuje sprawę Peeta, choć w jego głosie pobrzmiewa nuta wątpliwości.
– Raczej nie. Podbiłeś jej serce. Dla niej zrezygnowałeś ze wszystkiego. Może to jedyny sposób, aby się przekonała, że ją kochasz. – Milczy przez dłuższy czas i dodaje: – Powinienem był zgłosić się na twoje miejsce podczas pierwszych igrzysk. Mógłbym ją wtedy chronić.
– Gdzie tam – zaprzecza Peeta. – Nigdy by ci nie wybaczyła. Przecież musiałeś zatroszczyć się o jej matkę i siostrę, ich bezpieczeństwo ceni wyżej niż swoje życie.
– Tak czy owak, niedługo problem sam się rozwiąże. To chyba mało prawdopodobne, żeby cała nasza trójka dożyła końca wojny. A gdyby nawet, to chyba Katniss będzie miała twardy orzech do zgryzienia, nie my. To ona postanowi, kogo wybrać. – Gale ziewa. – Powinniśmy się zdrzemnąć.
– Tak – słyszę, jak kajdanki Peety ześlizgują się po słupku, kiedy układa się do snu. – Ciekawe, od czego będzie zależała jej decyzja.
– Och, to akurat wiem. – Ledwie słyszę ostatnie słowa Gale’a, bo przykrył głowę futrem. – Katniss zastanowi się, bez którego z nas sobie nie poradzi, i właśnie tego wybierze.
czwartek, 17 grudnia 2015
środa, 16 grudnia 2015
– Co ty wyprawiasz? – pyta. – Usiłujesz sprowokować go do ataku?
– Ależ skąd. Zwyczajnie chcę, żeby zostawił mnie w spokoju.
– Nic z tego. Nie po tym, co mu zrobili w Kapitolu – oświadcza Haymitch. – Posłuchaj, nawet jeśli Coin wysłała Peetę, licząc na to, że cię zabije, chłopak o tym nie wie. Nie rozumie, co się z nim stało, dlatego nie obwiniaj go…
– Wcale go nie obwiniam! – protestuję.
– Jasne, że tak! Karzesz go raz za razem za to, nad czym nie panuje. Nie zrozum mnie źle. Moim zdaniem powinnaś mieć pod ręką nabitą broń, i to przez całą dobę, na okrągło. Ale chyba już pora, żebyś spróbowała postawić się na jego miejscu i odegrać w myślach ten krótki scenariusz. Gdybyś trafiła do kapitolińskiej niewoli i została poddana procesowi osaczania, a potem usiłowała zabić Peetę, to jak myślisz, czy traktowałby cię tak jak ty jego?
Milknę. Nie, oczywiście, że nie, wręcz przeciwnie, za wszelką cenę usiłowałby mnie uzdrowić. Na pewno nie odgradzałby się ode mnie, nie porzuciłby mnie, nie traktował wrogo na każdym kroku.
– Pamiętasz? Zawarliśmy porozumienie, ty i ja, że postaramy się uratować Peetę – zauważa Haymitch, a ja nie reaguję, więc mówi dalej: – Spróbuj sobie przypomnieć – i odkłada słuchawkę.
wtorek, 15 grudnia 2015
– W niedalekiej przyszłości wojna się skończy, a wtedy trzeba będzie wybrać nowego przywódcę – zauważa Boggs.
Przewracam oczami.
– Panie Boggs, nikt chyba nie sądzi, że to ja mogłabym zająć jej miejsce! – prycham.
– Fakt, nikt – przyznaje. – Kogoś jednak poprzesz. Czy będzie to prezydent Coin, czy też ktoś inny?
– Nie wiem. Nie zastanawiałam się nad tym.
– Skoro nie odpowiadasz bez wahania, że poprzesz Coin, stanowisz zagrożenie. Jesteś twarzą rebelii, Katniss. Być może masz większy wpływ na bieg zdarzeń niż jakakolwiek inna osoba – podkreśla Boggs. – Tymczasem zaledwie tolerujesz Coin.
– Więc mnie zabije, żebym się przymknęła. – Gdy tylko wypowiedziałam te słowa, od razu do mnie dotarło, że to prawda.
– Już cię nie potrzebuje jako czynnika konsolidacyjnego. Sama oświadczyła, że podstawowy cel, czyli zjednoczenie dystryktów, został osiągnięty – przypomina mi. – Propagity, które teraz powstają, mogłyby równie dobrze być kręcone bez ciebie. Już tylko w jeden sposób mogłabyś dodać ognia rebelii.
– Umierając – dopowiadam cicho.
– Tak, stałabyś się męczennicą, za którą warto ginąć. Nie dojdzie jednak do tego, dopóki to ja za ciebie odpowiadam, żołnierzu Everdeen. Zakładam, że długo pożyjesz.
– Dlaczego? – Takie myślenie musi go wpędzić w tarapaty. – Nie jest mi pan nic winien.
– Ponieważ sobie zasłużyłaś.
poniedziałek, 14 grudnia 2015
niedziela, 13 grudnia 2015
Wiem, co mnie denerwuje, ale ta świadomość jest niemal zbyt upokarzająca, żebym ją zaakceptowała. Skończył się czas, kiedy było dla mnie zupełnie oczywiste, że Peeta uważa mnie za cudowną dziewczynę. W końcu dostrzegł, jaka jestem naprawdę. Ujrzał agresywną, nieufną i śmiertelnie niebezpieczną manipulantkę.
Nienawidzę go za to.
sobota, 12 grudnia 2015
– Och, przez jakiś czas miasto sobie poradzi – twierdzi Plutarch. – Z pewnością są tam wystarczające zapasy na sytuacje awaryjne. Trzynastkę i Kapitol dzieli jednak zasadnicza różnica: oczekiwania mieszkańców. Ludzie w Trzynastce są przyzwyczajeni do niedogodności, a w Kapitolu hołduje się zasadzie panem et circenses.
– Co to znaczy? – rzecz jasna, rozpoznaję słowo Panem, ale reszty nie rozumiem ani w ząb.
– to reguła sprzed tysięcy lat, spisana w języku zwanym łaciną. Dotyczy miasta Rzymu- objaśnia. – Panem et circenses oznacza „chleba i igrzysk”. Autor, który to zapisał, uważał, że w zamian za pełne brzuchy i rozrywkę jego naród zrezygnował z politycznej odpowiedzialności i tym samym władzy.
Rozmyślam o Kapitolu, tamtejszym nadmiarze żywności i arcyrozrywce, czyli Głodowych Igrzyskach.
– Więc właśnie po to istnieją dystrykty – domyślam się. – Żeby zapewniać chleb i igrzyska.
– Tak jest. Dopóki było jedno i drugie, dopóty Kapitol mógł kontrolować swoje małe imperium. Teraz nie ma szans, aby zaspokoić oczekiwania ludzi, a już na pewno nie na takim poziomie, do jakiego przywykli – mówi Plutarch.
piątek, 11 grudnia 2015
– Nie jestem niewolnikiem Kapitolu.
– Ale ja jestem – mówię. – Dlatego zabiłam Catona, a on zabił Thresha, który zabił Clove. Ona usiłowała zabić mnie, i to się w kółko powtarza. A kto jest prawdziwym zwycięzcą? Nie my, nie dystrykty, tylko zawsze Kapitol. Mam dość roli pionka w jego igrzyskach.
Peeta. Przypominam do sobie na dachu, nocą przed naszymi pierwszymi Głodowymi Igrzyskami. Pojął to wszystko zanim jeszcze postawiliśmy stopę na arenie. Mam nadzieję, że teraz patrzy w ekran i przypomina sobie tamtą noc, taką, jaka była naprawdę. Może mi wybaczy, jeśli zginę.
czwartek, 10 grudnia 2015
środa, 9 grudnia 2015
– Wczoraj widziałem się z Peetą – przerywa milczenie Gale. – Przez szybę.
– I co sobie pomyślałeś?
– Coś samolubnego.
– Pewnie że już nie musisz być o niego zazdrosny? – Gwałtownie szarpię pióra, aż fruwają w powietrzu.
– Nie, wręcz przeciwnie. – Gale wyławia pióro z moich włosów. – Przyszło mi do głowy, że nie zdołam z tym rywalizować, choćbym nie wiem jak cierpiał. – Obraca pióro między kciukiem a palcem wskazującym. – Nie mam szans, jeśli Peeta nie wyzdrowieje, bo nigdy o nim nie zapomnisz. Miałabyś potworne wyrzuty sumienia, będąc ze mną.
– Tak samo, jak przez ciebie miałam wyrzuty sumienia, całując Peetę.
Gale patrzy mi prosto w oczy.
– Gdybym wierzył, że to prawda, prawie umiałbym pogodzić się z całą resztą.
– To prawda – zapewniam go. – Ale prawdą jest także to, co powiedziałeś przed chwilą o Peecie.
wtorek, 8 grudnia 2015
Być może dzisiaj stracę ich obu. Usiłuję wyobrazić sobie świat, w którym nie będzie słychać głosów Gale’a i Peety. Ich dłonie znieruchomieją, oczy więcej nie zamrugają. Stoję nad zwłokami, spoglądam na nie ostatni raz i opuszczam pomieszczenie, w którym leżą. Kiedy jednak otwieram drzwi, żeby wyjść na zewnątrz napotykam wyłącznie nieogarniętą pustkę, silną nicość, do której sprowadza się moja przyszłość.
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Jestem nieustannie spięta, boję się rozsypać. Powraca ból serca, wyobrażam sobie, że właśnie stamtąd rozprzestrzeniają się po moim ciele maleńkie szczeliny. Biegną po tułowiu, docierają do rąk i nóg, pokrywają twarz, aż jestem cała obsypana krzyżującymi się pęknięciami. Wystarczy jeden solidny wybuch pocisku do niszczenia schronów i rozpadnę się na dziwne ostre jak brzytwa odłamki.
niedziela, 6 grudnia 2015
sobota, 5 grudnia 2015
piątek, 4 grudnia 2015
czwartek, 3 grudnia 2015
środa, 2 grudnia 2015
,,Katniss… Jak twoim zdaniem to się skończy? Co pozostanie? Nikt nie jest bezpieczny, ani w Kapitolu, ani w dystryktach… A ty… W Trzynastce… Martwa przed świtem!
Kamera przewraca się i nagrywa białe kafelki na podłodze. Słychać tupot butów, potem odgłos uderzenia i jednoczesny okrzyk bólu Peety. Na kafelkach rozpryskuje się jego krew."
wtorek, 1 grudnia 2015
poniedziałek, 30 listopada 2015
niedziela, 29 listopada 2015
Drzewo wisielców
,,- Chcesz posłuchać, jak śpiewają prawdziwą piosenkę? - proponuję. Jestem gotowa zrobic wszystko, żeby odgonić od siebie te wspomnienia. Zrywam się z miejsca, idę między drzewa, kładę dłoń na szorstkim pniu klonu, na którym przysiadły ptaki. Od dziesięciu lat nie śpiewałam głośno Drzewa wisielców, bo to zakazana piosenka. Mimo to swietnie pamiętam każde słowo. Zaczynam cicho, łagodnie, zupełnie jak ojciec.
Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem skryć się?
Tu zawisł ten, co troje zginęło z jego mocy.
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało,
Gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy.
Kosogłosy stopniowo zmieniają swoje pieśni, gdy dociera do nich, że podsuwam im w darze nowy utwór.
Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem skryć się?
Choć trup ze mnie już, uwolnię cię od przemocy.
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało,
Gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy.
Teraz skupiłam na sobie uwagę ptaków. Wystarczy jeszcze jedna zwrotka, żeby zapamiętały słowa, które są proste i powtarzają się czterokrotnie z bardzo niewielkimi zmianami.
Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem skryć się?
To tu do mnie miałaś zbiec, żeby uniknąć przemocy.
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało,
Gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy.
W koronach drzew panuje cisza, zakłócona jedynie szelestem liści na wietrze. Nie słyszę żadnych dźwięków świadczących o obecności ptaków, czy to kosogłosów, czy innych. Peeta ma rację. One naprawdę milkną, gdy śpiewam. Tak samo się zachowywały, gdy nucił mój ojciec.
Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem skryć się też?
W naszyjniku ze sznura u boku mego nie czekaj pomocy.
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało,
Gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy.
Ptaki czekają, nie chcą, żebym przerywała, ale to już koniec. Ostatnia linijka. Zapada cisza, a ja przypominam sobie scenę sprzed lat. Wróciłam do domu po całym dniu spędzonym z ojcem w lesie. Siedziałam na podłodze razem z Prim, która dopiero uczyła się stawiać pierwsze kroki, i śpiewałam Drzewo wisielców. Robiłam naszyjniki z resztek starego sznura, tak jak było w piosence, bo nie rozumiałam znaczenia tekstu. Prosta melodia dobrze się nadawała do wspólnego śpiewania, a wtedy umiałam zapamiętać prawie wszystko, co miało związek z muzyką, wystarczała mi tylko jedna lub dwie powtórki. Nagle mama wyrwała mi naszyjniki ze sznurów i zaczęła wrzeszczeć na tatę. Rozpłakałam się, bo mama nigdy nie krzyczała, potem Prim zaczęła zawodzić, a ja wybiegłam z domu, żeby się ukryć. Miałam tylko jedną kryjówkę, na Łące, pod wiciokrzewem, więc tata momentalnie mnie znalazł, uspokoił i zapewnił, że wszystko jest w porządku, tylko nie powinniśmy już śpiewać tej piosenki. Mamie zależało na tym, żebym ją zapomniała, więc, rzecz jasna, wszystkie słowa natychmiast wryły mi się w pamięć na resztę życia.
Nie śpiewałam już tej piosenki, ojciec też nie, i nawet nie wspominaliśmy o niej. Gdy umarł, często do mnie powracała, a z biegiem lat coraz lepiej rozumiałam słowa. Na początku wydaje się, że jakiś gość namawia swoją dziewczynę, żeby potajemnie spotkała się z nim o północy, ale wybiera dziwne miejsce na schadzkę, drzewo wisielców, na którym powieszono mordercę. Kochanka zbrodniarza na pewno miała coś wspólnego z zabójstwem, a może i tak zamierzano ją za coś ukarać, bo jego trup woła, żeby uciekła. Rzecz jasna, to dziwne i niepokojące, że jakiś trup może mówić, ale naprawdę strasznie robi się w trzeciej zwrotce piosenki, bo dowiadujemy się, że śpiewa ją martwy morderca, który ciągle tam wisi. Choć kazał kochance uciec, to ciągle pyta, czy nie zechciałaby przyjść i spotkać się z nim. Najbardziej wstrząsająca jest linijka ,,To tu do mnie miałaś zbiec, żeby uniknąć przemocy", bo z początku myślimy, że wisielec każe dziewczynie uciekać, zapewne tam, gdzie będzie bezpieczna. Potem jednak zastanawiamy się, czy przypadkiem nie każe jej uciec w to miejsce, w którym przebywa on sam - na tamten świat. W ostatniej zwrotce staje się jasne, że właśnie na to czeka. Dziewczyna, przystrojona w konopny sznur, ma zawisnąć na drzewie u boku ukochanego.
Kiedyś myślałam, że ten morderca jest najokropniejszym facetem, jakiego można sobie wyobrazić. Teraz, jako dwukrotna uczestniczka Głodowych Igrzysk, wolę nie oceniać go bez znajomości szczegółów sprawy. Może jego kochanka została już skazana na śmierć, a on usiłuje ułatwić jej rozstanie z życiem. Może daje jej znać, że czeka, a może uważa, że miejsce, w którym zostawia dziewczynę, jest naprawdę gorsze od śmierci. Przecież sama chciałam zabić Peetę, żeby ocalić go przed Kapitolem. Czy nie miałam innego wyjścia? Może miałam, ale wówczas nie przychodziło mi do głowy.
Moja mama pewnie uznała, że ta historia jest zbyt pogmatwana dla siedmiolatki, zwłaszcza takiej, która plecie zwykłe naszyjniki ze sznurków. Wieszanie ludzi nie przytrafiało się jednak tylko w balladach, mnóstwo ludzi w Dwunastce właśnie tak straciło życie. Mama na pewno wolała też, żebym nie wyśpiewywała takich piosenek na lekcjach muzyki i raczej nie byłaby zachwycona, słysząc, że nucę ją Polluksowi, ale przynajmniej nie... Zaraz, zaraz, znowu się mylę. Zerkam w bok i widzę, że Castor mnie nagrywa. Wszyscy wpatrują się we mnie uważnie, a Polluksowi łzy ściekają po policzkach, bo moja pokręcona piosenka z pewnością przypomniała mu o jakimś okropnym zdarzeniu z jego życia. Po prostu świetnie. Wzdycham, opieram się o pień drzewa i właśnie wtedy kosogłosy rozpoczynają swój występ. Słuchamy ich interpretacji Drzewa wisielców, które w ptasim wykonaniu okazuje się niezwykle piękna.
sobota, 28 listopada 2015
,,Katniss, nie bądź głupia, myśl samodzielnie. Zrobili z ciebie. Zrobili z ciebie broń, która może odegrać ważną rolę w zgładzeniu ludzkości. Jeśli masz rzeczywisty wpływ na przebieg zdarzeń, wykorzystaj go do wyhamowania tego, co się dzieje. Zrób, co w twojej mocy, żeby zakończyć wojnę, nim będzie za późno. Zadaj sobie pytanie, czy naprawdę ufasz ludziom, z którymi pracujesz? Czy naprawdę wiesz, co się dzieje? A jeśli nie… to się dowiedz."
piątek, 27 listopada 2015
,,Szczerze mówiąc nasi przodkowie raczej nie mają się czym chwalić. Wystarczy popatrzeć, w jakim stanie zostawili nasz świat – nieustanne wojny i wyniszczona planeta. To jasne, że ich nie obchodziło, co się stanie z następnymi pokoleniami, ale pomysł z republiką i tak wydaje się zapowiadać lepszą przyszłość od tego, jak w tej chwili funkcjonują nasze władze."
czwartek, 26 listopada 2015
– Kompletnie zapomniałam – mówię – Miałam przekazać ci, że musisz się zgłosić do Beetee’ego, do arsenału broni specjalnej. Zaprojektował dla ciebie nowy trójząb.
– Poważnie? – Mam wrażenie, e słowo „trójząb” wskrzesiło dawnego Finnicka. – Ma jakieś nietypowe funkcje?
– Tego nie wiem, ale jeśli choć trochę przypomina mój łuk i strzały, to z miejsca się zakochasz – zapewniam go. – Ale musisz trochę potrenować.
– Jasne. Oczywiście. No to chyba od razu tam pójdę – postanawia.
– Finnick? – powstrzymuję go. – Może w spodniach?
Opuszcza wzrok na nogi, jakby pierwszy raz zauważył swój strój, po czym jednym ruchem ściąga długą koszulę i zostaje w samej bieliźnie.
– Dlaczego? – Przybiera absurdalnie prowokującą pozę. – Czy mój wygląd nie pozwala ci się skupić?
Śmieję się mimowolnie, bo żart jest zabawny, a na dodatek wprawia Boggsa w wyraźne zakłopotanie. Cieszy mnie, że Finnick znowu zachowuje się jak facet, którego poznałam podczas Ćwierćwiecza Poskromienia.
środa, 25 listopada 2015
wtorek, 24 listopada 2015
poniedziałek, 23 listopada 2015
– Nadal się wściekasz – zauważa, kiedy jedziemy windą.
– A ty nadal nie żałujesz swoich słów – odpieram.
– Fakt, obstaję przy swoim. Mam cię okłamywać?
– Nie, ale powinieneś przemyśleć swoje słowa i wyciągnąć odpowiednie wnioski – sugeruję, ale tylko go roz
wścieczam. Muszę odpuścić, nie da się dyktować Gale’owi, co ma myśleć. Szczerze mówiąc, miedzy innymi dlatego mu ufam.
niedziela, 22 listopada 2015
sobota, 21 listopada 2015
,,A zatem na dobre zniknęła mała dziewczynka, z bluzką wyciągniętą z tyłu zza paska jak kaczy ogonek, dziewczynka, której trzeba było pomagać, bo nie sięgała do naczyń, i która błagała, żebyśmy koniecznie patrzyły na lukrowane ciasta w witrynie piekarni. Czas i dramatyczne okoliczności sprawiły, że dorosła zbyt wcześnie, przynajmniej jak na mój gust, i stała się młodą kobietą, która umie zakładać szwy na otwartych ranach i rozumie, że mama nie udźwignie całej prawdy"
piątek, 20 listopada 2015
,,– Katniss, … on nadal usiłuje ocalić ci życie.
Ocalić mi życie? Nagle to do mnie dociera – igrzyska wciąż trwają. Opuściliśmy arenę, ale ponieważ nie zginęło żadne z nas – ani ja, ani Peeta, jego ostatnie życzenie, żeby uchronić mnie przed śmiercią, nie straciło aktualności."
Dzisiaj premiera Kosogłosa cz.2. Pamiętacie? :)
czwartek, 19 listopada 2015
,,Wymyślili mi rolę i chcą, żebym ją przyjęła. Mam się stać symbolem rewolucji. Kosogłosem. Nie wystarcza to, co zrobiłam w przeszłości – w trakcie Głodowych Igrzysk postawiłam się Kapitolowi stworzyłam zarzewie buntu, a teraz muszę zostać najprawdziwszą przywódczynią rebelii, jej twarzą, głosem i ucieleśnieniem."
środa, 18 listopada 2015
wtorek, 17 listopada 2015
poniedziałek, 16 listopada 2015
Dziewczynka w cytrynowym płaszczyku
,,Trochę pojaśniało, choć śnieg sypie coraz mocniej. Dostrzegam Cressidę i Polluksa, są jakieś trzydzieści metrów przed nami i powoli suną razem z tłumem. Wyciągam szyję, żeby się rozejrzeć w poszukiwaniu Peety. Nigdzie go nie widzę, ale zauważam zapatrzona we mnie ciekawską dziewczynkę w cytrynowym płaszczyku. Szturcham Gale`a łokciem i odrobinę zwalniam, aby między nami a małą zgromadził się mur ludzi.
- Niewykluczone, że będziemy musieli się rozdzielić - mówię półgłosem. - Jedna dziewczynka...
Seria wystrzałów wstrząsa tłumem, a kilka osób nieopodal nagle osuwa się na ziemię. Wokoło słychać przeraźliwe wrzaski i wtedy druga seria kosi następną grupę, tym razem gdzieś z tyłu. Ja i Gale pochylamy się nisko, w pośpiechu pokonujemy truchtem trzy metry do rzędu sklepów i ukrywamy się za zastawioną pantoflami na szpilkach półką przed salonem obuwniczym.
Rząd butów zasłania Gale`owi widok.
- Kto to? Widzisz go? - pyta, ale między naprzemiennie ustawionymi parami lawendowych i miętowozielonych skórzanych butów widzę tylko ulicę zasłaną trupami.
Dziewczynka, która mnie obserwowała, klęczy teraz przy nieruchomej kobiecie na ziemi, piszczy przenikliwie i usiłuje ją podnieść. Kolejna seria kul dziurawi płaszczyk dziecka, które zalewa się krwią i pada na plecy. Patrzę na drobne skulone ciało i na chwilę całkiem odbiera mi mowę. W końcu Gale szturcha mnie łokciem.
- Katniss?
- Strzelają z dachu nad nami - informuję go. Rozlega się jeszcze kilka serii, widzę osoby w białych mundurach osuwające się na śnieg. - Usiłują zdejmować Strażników Pokoju, ale raczej daleko im do strzelców wyborowych. Głowę daję, że to rebelianci.
Nie czuję przypływu radości, choć nasi sprzymierzeńcy teoretycznie przebili się na tyły wroga. Nie mogę otrząsnąć się z odrętwienia po tym, jak widziałam, co spotkało dziewczynkę w cytrynowym płaszczyku."
- Niewykluczone, że będziemy musieli się rozdzielić - mówię półgłosem. - Jedna dziewczynka...
Seria wystrzałów wstrząsa tłumem, a kilka osób nieopodal nagle osuwa się na ziemię. Wokoło słychać przeraźliwe wrzaski i wtedy druga seria kosi następną grupę, tym razem gdzieś z tyłu. Ja i Gale pochylamy się nisko, w pośpiechu pokonujemy truchtem trzy metry do rzędu sklepów i ukrywamy się za zastawioną pantoflami na szpilkach półką przed salonem obuwniczym.
Rząd butów zasłania Gale`owi widok.
- Kto to? Widzisz go? - pyta, ale między naprzemiennie ustawionymi parami lawendowych i miętowozielonych skórzanych butów widzę tylko ulicę zasłaną trupami.
Dziewczynka, która mnie obserwowała, klęczy teraz przy nieruchomej kobiecie na ziemi, piszczy przenikliwie i usiłuje ją podnieść. Kolejna seria kul dziurawi płaszczyk dziecka, które zalewa się krwią i pada na plecy. Patrzę na drobne skulone ciało i na chwilę całkiem odbiera mi mowę. W końcu Gale szturcha mnie łokciem.
- Katniss?
- Strzelają z dachu nad nami - informuję go. Rozlega się jeszcze kilka serii, widzę osoby w białych mundurach osuwające się na śnieg. - Usiłują zdejmować Strażników Pokoju, ale raczej daleko im do strzelców wyborowych. Głowę daję, że to rebelianci.
Nie czuję przypływu radości, choć nasi sprzymierzeńcy teoretycznie przebili się na tyły wroga. Nie mogę otrząsnąć się z odrętwienia po tym, jak widziałam, co spotkało dziewczynkę w cytrynowym płaszczyku."
niedziela, 15 listopada 2015
,,Szalony kot"
,,Nasza kwatera staje się coraz bardziej popularna, bo zarówno dzieci, jak i dorosłych fascynuje Jaskier, który za sprawą wieczornej zabawy w szalonego kota zyskuje status gwiazdy. Wpadłam na ten pomysł przypadkowo kilka lat temu, podczas zimowego zaciemnienia. Trzeba po prostu wodzić po podłodze światłem latarki, a wtedy Jaskier usiłuje na nie polować. Osobiście uważam, że robi z siebie idiotę i dlatego ta zabawa daje mi małostkową radość. Z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu wszyscy w schronie sądzą jednak, że jest bystry i rozkoszny. Przyznano mi nawet dodatkowy zestaw baterii do wykorzystania na zabawę z nim - niewyobrażalne marnotrawstwo. Obywatelom Trzynastego Dystryktu brak rozrywek mocno daje się we znaki.
Trzeciego wieczoru, podczas zabawy, odpowiadam sobie na pytanie, które mnie dręczy. ,,Szalony kot" to odzwierciedlenie mojej sytuacji. Ja jestem Jaskrem. Peeta, którego desperacko pragnę pochwycić, jest światłem. Dopóki Jaskier uważa, że ma szanse schwytania łapami ulotnej jasnej plamki, dopóty agresja aż z niego bucha. (Zupełnie jak ze mnie, dokąd opuściłam arenę, i dopóki wiem, że Peeta żyje.) Gdy światło gaśnie, Jaskier na moment traci orientację i zaczyna się przejmować, ale szybko dochodzi do siebie i znowu robi swoje. (Tak stałoby się w moim wypadku, gdybym uznała, że Peeta zmarł.) Jaskier kompletnie się gubi tylko w jednej sytuacji - gdy nie wyłączam latarki, ale trzymam plamę światła na ścianie poza zasięgiem jego łap, tak wysoko, że nie ma szans nawet doskoczyć. Wtedy wędruje w tę i z powrotem, zawodzi, w niczym nie znajduje pociechy, nic go nie interesuje. Jest kompletnie do niczego, dopóki nie zgaszę latarki. (Właśnie to usiłuje uczynić Snow, tylko nie wiem, jaką formę przybiera jego gra.)
Trzeciego wieczoru, podczas zabawy, odpowiadam sobie na pytanie, które mnie dręczy. ,,Szalony kot" to odzwierciedlenie mojej sytuacji. Ja jestem Jaskrem. Peeta, którego desperacko pragnę pochwycić, jest światłem. Dopóki Jaskier uważa, że ma szanse schwytania łapami ulotnej jasnej plamki, dopóty agresja aż z niego bucha. (Zupełnie jak ze mnie, dokąd opuściłam arenę, i dopóki wiem, że Peeta żyje.) Gdy światło gaśnie, Jaskier na moment traci orientację i zaczyna się przejmować, ale szybko dochodzi do siebie i znowu robi swoje. (Tak stałoby się w moim wypadku, gdybym uznała, że Peeta zmarł.) Jaskier kompletnie się gubi tylko w jednej sytuacji - gdy nie wyłączam latarki, ale trzymam plamę światła na ścianie poza zasięgiem jego łap, tak wysoko, że nie ma szans nawet doskoczyć. Wtedy wędruje w tę i z powrotem, zawodzi, w niczym nie znajduje pociechy, nic go nie interesuje. Jest kompletnie do niczego, dopóki nie zgaszę latarki. (Właśnie to usiłuje uczynić Snow, tylko nie wiem, jaką formę przybiera jego gra.)
sobota, 14 listopada 2015
,,- Katniss - odzywa się. - Prezydent Snow polecił nadać w telewizji transmisję z bombardowania. Na żywo. Potem wystąpił, aby oznajmić, że w ten sposób chce dać rebeliantom do myślenia. A ty? Czy chciałabyś teraz coś im powiedzieć?
- Tak - szepczę. Zauważam czerwoną, mrugającą lampkę na jednej z kamer i dociera do mnie, że jestem nagrywana. - Tak - powtarzam głośniej. Gale, Cressida, kamerzyści owady - wszyscy się odsuwają, żeby zrobić mi miejsce, a ja skupiam uwagę na czerwonym światełku. - Chcę powiedzieć rebeliantom, że żyję. Jestem tutaj, w Ósmym Dystrykcie, gdzie Kapitol właśnie zbombardował szpital pełen bezbronnych mężczyzn, kobiet i dzieci. Nikt nie przeżył nalotu. - Szok, z którego dotąd nie mogłam się otrząsnąć, ustępuje pola furii. - Chcę się zwrócić do wszystkich ludzi: jeśli uwierzyliście Kapitolowi i macie nadzieję na sprawiedliwe potraktowanie po rozejmie, tylko się oszukujecie. Wiecie, kim oni są i do czego są zdolni. - Machinalnie unoszę ręce, jakbym chciała zademonstrować otaczającą mnie grozę. - To właśnie robią! A my musimy odpowiedzieć na atak!
Podchodzę do kamery, zagrzewana własną wściekłością.
- Prezydent Snow mówi, że daje nam do myślenia? Więc i ja mu dam do myślenia. Możesz nas torturować, możesz nas zasypywać bombami i puszczać z dymem nasze domy, ale spójrz na to. - Jeden z kamerzystów wycelowuje obiektyw we wskazane przeze mnie samoloty, które płoną na dachu jednego z magazynów naprzeciwko. Emblemat Kapitolu na skrzydle wyraźnie jaśnieje wśród płomieni. - Ogień się rozprzestrzenia! - krzyczę, żeby nie umknęło mu ani jedno słowo. - Jeśli spłoniemy, ty spalisz się razem z nami!"
- Tak - szepczę. Zauważam czerwoną, mrugającą lampkę na jednej z kamer i dociera do mnie, że jestem nagrywana. - Tak - powtarzam głośniej. Gale, Cressida, kamerzyści owady - wszyscy się odsuwają, żeby zrobić mi miejsce, a ja skupiam uwagę na czerwonym światełku. - Chcę powiedzieć rebeliantom, że żyję. Jestem tutaj, w Ósmym Dystrykcie, gdzie Kapitol właśnie zbombardował szpital pełen bezbronnych mężczyzn, kobiet i dzieci. Nikt nie przeżył nalotu. - Szok, z którego dotąd nie mogłam się otrząsnąć, ustępuje pola furii. - Chcę się zwrócić do wszystkich ludzi: jeśli uwierzyliście Kapitolowi i macie nadzieję na sprawiedliwe potraktowanie po rozejmie, tylko się oszukujecie. Wiecie, kim oni są i do czego są zdolni. - Machinalnie unoszę ręce, jakbym chciała zademonstrować otaczającą mnie grozę. - To właśnie robią! A my musimy odpowiedzieć na atak!
Podchodzę do kamery, zagrzewana własną wściekłością.
- Prezydent Snow mówi, że daje nam do myślenia? Więc i ja mu dam do myślenia. Możesz nas torturować, możesz nas zasypywać bombami i puszczać z dymem nasze domy, ale spójrz na to. - Jeden z kamerzystów wycelowuje obiektyw we wskazane przeze mnie samoloty, które płoną na dachu jednego z magazynów naprzeciwko. Emblemat Kapitolu na skrzydle wyraźnie jaśnieje wśród płomieni. - Ogień się rozprzestrzenia! - krzyczę, żeby nie umknęło mu ani jedno słowo. - Jeśli spłoniemy, ty spalisz się razem z nami!"
piątek, 13 listopada 2015
czwartek, 12 listopada 2015
Drugi Dystrykt i Strażnicy Pokoju
,, Plutarch próbuje mnie pokrótce wtajemniczyć. Najważniejsze jest to, że obecnie prawie wszystkie dystrykty toczą wojnę z Kapitolem. Wyjątek to Dwójka, która zawsze utrzymywała dobre relacje z naszymi wrogami, pomimo przymusowego udziału w Głodowych Igrzyskach. Mieszkańcy Dwójki dostają więcej żywności i mają zagwarantowane lepsze warunki życia niż obywatele innych dystryktów. Po Mrocznych Dniach i domniemanym zniszczeniu Trzynastki Drugi Dystrykt stał się nowym ośrodkiem przemysłu zbrojeniowego Kapitolu, choć publicznie prezentuje się go jako narodowe źródło zaopatrzenia w surowce kamienne, podobnie jak Trzynastka słynęła z wydobycia grafitu. Drugi Dystrykt jest odpowiedzialny nie tylko za produkcję broni, ale także za szkolenie, a nawet rekrutację Strażników Pokoju.
- To znaczy, że część Strażników Pokoju to osoby urodzone w Dwójce? - upewniam się. - A więc nie wszyscy pochodzą z Kapitolu?
Plutarch potwierdza skinieniem głowy.
- Nie wszyscy, choć ludzie mają myśleć inaczej. Poza tym część Strażników Pokoju naprawdę wywodzi się z Kapitolu, tyle, że mieszka tam za mało ludzi, aby możliwe było utrzymanie tak potężnej armii. Istnieje też problem rekrutacji wychowanych w Kapitolu obywateli, którzy na ogół nie są zainteresowani nudną służbą w surowych warunkach dystryktów. Strażnicy podpisują kontrakty na dwadzieścia lat i w tym czasie nie mogą sobie pozwolić na ślub, ani dzieci. Część mundurowych przystaje na takie warunki ze względów honorowych, inni uciekają do służby przed karą. Wśród Strażników Pokoju jest bardzo wielu bankrutów, którym darowano długi. W Kapitolu mnóstwo ludzi tonie w długach, ale nie wszyscy są zdolni do służby wojskowej, dlatego prowadzimy nabór w Drugim Dystrykcie. Dla pracy w kamieniołomie. Obywatele Dwójki są wychowywani na wojowników. Sama widziałaś, jak chętnie miejscowe dzieci zgłaszają się do igrzysk."
- To znaczy, że część Strażników Pokoju to osoby urodzone w Dwójce? - upewniam się. - A więc nie wszyscy pochodzą z Kapitolu?
Plutarch potwierdza skinieniem głowy.
- Nie wszyscy, choć ludzie mają myśleć inaczej. Poza tym część Strażników Pokoju naprawdę wywodzi się z Kapitolu, tyle, że mieszka tam za mało ludzi, aby możliwe było utrzymanie tak potężnej armii. Istnieje też problem rekrutacji wychowanych w Kapitolu obywateli, którzy na ogół nie są zainteresowani nudną służbą w surowych warunkach dystryktów. Strażnicy podpisują kontrakty na dwadzieścia lat i w tym czasie nie mogą sobie pozwolić na ślub, ani dzieci. Część mundurowych przystaje na takie warunki ze względów honorowych, inni uciekają do służby przed karą. Wśród Strażników Pokoju jest bardzo wielu bankrutów, którym darowano długi. W Kapitolu mnóstwo ludzi tonie w długach, ale nie wszyscy są zdolni do służby wojskowej, dlatego prowadzimy nabór w Drugim Dystrykcie. Dla pracy w kamieniołomie. Obywatele Dwójki są wychowywani na wojowników. Sama widziałaś, jak chętnie miejscowe dzieci zgłaszają się do igrzysk."
środa, 11 listopada 2015
,, - ...Ale co się stanie, jeżeli kiedyś nadepniesz Coin na odcisk? Moją ekipę porwano, jednak wszyscy troje mogą przynajmniej liczyć na to, że któregoś dnia wrócą do Kapitolu. My, ja i Gale, przeżyjemy w lesie. Ale wy? Dokąd byście uciekli?
- Może nieco bardziej się przydajemy podczas prowadzenia działań wojennych, niż jesteś gotowa przyznać - odpiera Plutarch ze stoickim spokojem.
- Oczywiście, że jesteście potrzebni. Także trybuci byli niezbędni do urządzenia igrzysk A potem przestali być - mówię."
- Może nieco bardziej się przydajemy podczas prowadzenia działań wojennych, niż jesteś gotowa przyznać - odpiera Plutarch ze stoickim spokojem.
- Oczywiście, że jesteście potrzebni. Także trybuci byli niezbędni do urządzenia igrzysk A potem przestali być - mówię."
Subskrybuj:
Posty (Atom)



































