,,Nasza kwatera staje się coraz bardziej popularna, bo zarówno dzieci, jak i dorosłych fascynuje Jaskier, który za sprawą wieczornej zabawy w szalonego kota zyskuje status gwiazdy. Wpadłam na ten pomysł przypadkowo kilka lat temu, podczas zimowego zaciemnienia. Trzeba po prostu wodzić po podłodze światłem latarki, a wtedy Jaskier usiłuje na nie polować. Osobiście uważam, że robi z siebie idiotę i dlatego ta zabawa daje mi małostkową radość. Z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu wszyscy w schronie sądzą jednak, że jest bystry i rozkoszny. Przyznano mi nawet dodatkowy zestaw baterii do wykorzystania na zabawę z nim - niewyobrażalne marnotrawstwo. Obywatelom Trzynastego Dystryktu brak rozrywek mocno daje się we znaki.
Trzeciego wieczoru, podczas zabawy, odpowiadam sobie na pytanie, które mnie dręczy. ,,Szalony kot" to odzwierciedlenie mojej sytuacji. Ja jestem Jaskrem. Peeta, którego desperacko pragnę pochwycić, jest światłem. Dopóki Jaskier uważa, że ma szanse schwytania łapami ulotnej jasnej plamki, dopóty agresja aż z niego bucha. (Zupełnie jak ze mnie, dokąd opuściłam arenę, i dopóki wiem, że Peeta żyje.) Gdy światło gaśnie, Jaskier na moment traci orientację i zaczyna się przejmować, ale szybko dochodzi do siebie i znowu robi swoje. (Tak stałoby się w moim wypadku, gdybym uznała, że Peeta zmarł.) Jaskier kompletnie się gubi tylko w jednej sytuacji - gdy nie wyłączam latarki, ale trzymam plamę światła na ścianie poza zasięgiem jego łap, tak wysoko, że nie ma szans nawet doskoczyć. Wtedy wędruje w tę i z powrotem, zawodzi, w niczym nie znajduje pociechy, nic go nie interesuje. Jest kompletnie do niczego, dopóki nie zgaszę latarki. (Właśnie to usiłuje uczynić Snow, tylko nie wiem, jaką formę przybiera jego gra.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz